Gorące tematy
Kto powinien mieć obowiązek używania kas fiskalnych?
sondaż 208 głosów
59%

Wszyscy przedsiębiorcy bez wyjątku

122 głosów
27%

Przedsiębiorcy osiągający duże obroty

56 głosów
14%

Niektóre grupy zawodowe

30 głosów

GŁOSUJ

Kalendarz podatnika
Pracowniku, ubezpieczyciel może pokryć koszt pozwu...
KS
http://sxc.hu/
D.A.S.

Pracowniku, ubezpieczyciel może pokryć koszt pozwu przeciwko pracodawcy

Podziel się tym artykułem:   

Przeciętny Polak, który wykonuje zawód nie związany w żaden sposób z prawem ani z systemem sądownictwa, najczęściej ma do czynienia z sądem tylko w dwóch sytuacjach - jeżeli zostanie oskarżony o spowodowanie wypadku samochodowego lub gdy jest stroną postępowania rozwodowego.  

Tymczasem w swoim własnym interesie mógłby, a nawet powinien, walczyć o swoje częściej – na przykład wtedy, gdy naruszane są jego prawa jako konsumenta lub jako pracownika. Jednak w takich sytuacjach poszkodowani bardzo często rezygnują z tej możliwości. Zwykle powodem jest nieznajomość swoich praw, ale również obawy przed kosztami czy brak wiary w możliwość skutecznego przeciwstawienia się korporacji czy nawet mniejszej firmie.

W przypadku sporów konsumenckich taką pasywną postawę można zrozumieć. Zwykle wartość sporów jest tu niewielka  a znaczny jest nakład pracy, czasu i środków potrzebnych, by walczyć przed sądem o odszkodowanie. Zupełnie inny ciężar gatunkowy mają za to spory na linii pracownik-pracodawca. Utrata pracy może być dramatycznym wydarzeniem, zwłaszcza dla osoby o niezbyt mocnej pozycji na rynku pracy – na przykład mieszkającej w małej miejscowości, słabo wykształconej bądź w zaawansowanym wieku. Jeśli więc istnieją przesłanki, by zakwestionować decyzję pracodawcy na drodze sądowej, nie warto pochopnie rezygnować z takiej możliwości. 

Czy przeciętnego Kowalskiego na to stać?

Sprawy z zakresu prawa pracy wnoszone przez pracownika korzystają ze zwolnienia z opłat sądowych, jeżeli wartość roszczeń nie przekracza 50 tys. zł. To już na starcie oznacza sporą oszczędność, bo standardowo opłata sądowa to równowartość  5 proc. wartości przedmiotu sporu. Jednak zwolnienie z tej wstępnej opłaty nie oznacza jeszcze, że pracownik nie ponosi żadnych kosztów dochodzenia swoich praw przed sądem.

Jeżeli pracownik zdecyduje się na wynajęcie prawnika, musi opłacić jego honorarium. Stawka zależy oczywiście od indywidualnych ustaleń między zleceniodawcą i kancelarią prawną. Im niższa wartość przedmiotu sporu, tym większą jej część pochłonie wynagrodzenie prawnika. Gdy spór toczy się np. o 5 tys. zł, honorarium prawnika z kancelarii w dużym mieście może wynieść nawet połowę tej kwoty. W kancelarii z mniejszego miasta jest szansa na uzyskanie niższej stawki.

Gdy sprawę uda się wygrać, sąd może nakazać pracodawcy nie tylko wypłacenie pracownikowi odszkodowania, ale też zwrot kosztów procesu. Nie musi to jednak oznaczać zwrotu pełnej sumy kwoty wydanej na usługi prawnicze. Sąd określa wysokość tej kwoty według swojego uznania, stosownie do stopnia trudności sprawy i nakładu niezbędnej pracy, stosując przedziały kwotowe  przewidziane przepisami. Często  dzieje się to ze szkodą dla strony, której sąd przyznał rację, gdyż sąd z reguły przyznaje zwrot kosztów odpowiadający dolnym granicom tych przedziałów.

- Sądy mają tendencję do surowej oceny nakładu pracy prawników. Niczym niezwykłym nie jest więc sytuacja, gdy strona wygrywająca sprawę otrzymuje zwrot niższej kwoty niż ta, którą faktycznie wyłożyła na opłacenie prawnika – przestrzega Krzysztof Nesterowicz, radca prawny D.A.S. 

Na zwrot kosztów postępowania, nawet częściowy, pracownik może liczyć tylko wtedy, gdy sąd przyzna rację jego roszczeniom. Jeżeli jednak przegra sprawę, nie tylko nie odzyska pieniędzy, jakie zapłacił kancelarii, ale dodatkowo będzie musiał pokryć koszty prawnika reprezentującego drugą stronę, nawet wtedy, gdy wcześniej uzyskał zwolnienie z kosztów sądowych. Wreszcie zwolnienie z opłaty sądowej  za wszczęcie procesu przy sprawach o wartości sporu do 50 tyś zł  nie oznacza jeszcze, że strony nie ponoszą żadnych kosztów postępowania. Jeżeli przesłuchiwani będą świadkowie, każdy z nich ma prawo zażądać zwrotu kosztów dojazdu i utraconej dniówki.  Gdy przed sąd zostanie wezwany biegły, za pracę należy mu się honorarium. W zależności od tego, jakim rozstrzygnięciem zakończy się postępowanie, takie koszty będzie musiała pokryć jedna ze stron lub obie strony w proporcji ustalonej przez sąd.

Jak długo trzeba czekać na wyrok sądu?

Nawet jeżeli sąd podzieli racje pracownika, na zwrot sum wydanych na pomoc prawną można liczyć dopiero po uprawomocnieniu się wyroku. Tymczasem ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości  wynika, że średni okres postępowania sądowego w sprawach z zakresu prawa pracy prowadzonych przed sądami rejonowymi  wyniósł w 2011 r. 6,3 miesiąca. Przez okres postępowania należy rozumieć czas, jaki upłynął od dnia pierwszej rejestracji do dnia uprawomocnienia się sprawy w pierwszej instancji. Uśredniona wartość tego wskaźnika nie oddaje jednak zróżnicowania regionalnego. Rekordy opieszałości biją sądy okręgu warszawsko-praskim (14,7 miesiąca) i warszawskim (10 miesięcy). Z ponadprzeciętnie długim oczekiwaniem muszą się też liczyć osoby kierujące sprawy do sądów pracy w okręgach szczecińskim (9,3 miesiąca), lubelskim (8,1 miesiąca), krakowskim (8,0), zamojskim (8,0) czy gliwickim (7,8). Tę średnia obniżają sprawy najprostsze – a więc np. takie, gdy pracodawca nie wypłaca pracownikowi pensji. Natomiast w bardziej skomplikowanych przypadkach na orzeczenie sądu czeka się latami.

Jeżeli od zarejestrowania sprawy do dnia uprawomocnienia się wyroku pierwszej instancji mija nie więcej niż trzy miesiące, to taką sprawę można uznać za rozpatrzoną błyskawicznie. Niestety, jak wyliczyło Ministerstwo Sprawiedliwości, w skali całego kraju w 2011 r. tak szybki finał znalazło zaledwie 42,1 proc. spraw z zakresu prawa pracy (tylko 14,9 proc. w okręgu warszawskim, 18,4 proc. w warszawsko-praskim, 22,8 w krakowskim, 23,1 w szczecińskim). O rozsądnym tempie pracy można mówić, gdy postępowanie przed sądem rejonowym uda się sfinalizować w czasie dłuższym niż trzy miesiące, ale przed upływem roku. W skali całego kraju dotyczy to 46,3 proc. spraw. Jednak są i tacy, którzy na sprawiedliwość muszą czekać znacznie dłużej. Aż w 8,9 proc spraw uprawomocnienie się wyroku pierwszej instancji nastąpiło po upływie 1-2 lat od zarejestrowania sprawy, w 2,5 proc. przypadków trwało to 2-8 lat, zaś 0,2 proc. spraw przeciąga się nawet poza ośmioletni okres. Najwyższy odsetek spraw ciągnących się latami odnotowują sądy pracy z okręgu warszawskiego, warszawsko-praskiego i szczecińskiego.

Czy można poradzić sobie bez pomocy prawnika?

Wysoki koszt usług prawnych i perspektywa odzyskania zainwestowanych w nie pieniędzy dopiero po wielu miesiącach a nawet latach może rodzić pokusę, by przekonywać sąd do swoich racji na własną rękę, bez pomocy prawnika.  Jednak mecenas  Nesterowicz z D.A.S. przekonuje, że byłby to ryzykowny krok.

- Gdy pracownik pozywa pracodawcę o niewypłaconą pensję, to być może poradzi sobie przed sądem sam, bo tego typu sprawy nie wymagają specjalistycznego przygotowania prawniczego.  Jednak w trudniejszych przypadkach, gdy rzecz dotyczy na przykład ustalenia stosunku pracy, dyskryminacji czy mobbingu, pracownik przekonany o swoich racjach może mieć problem, by ich dowieść przed sądem – mówi mecenas Nesterowicz i przypomina, że zasady postępowania cywilnego różnią się od tych stosowanych w postępowaniu karnym, gdzie sąd często działa z urzędu . W postępowaniu cywilnym  każda ze stron powinna dowieść swoją rację a sąd sam z siebie  nie zażąda uzupełnienia dokumentów. W efekcie strona, która nie przedstawi dowodów, bo nie zdaje sobie sprawy z ich znaczenia, może przegrać sprawę - nawet jeśli obiektywnie ma rację.

Co prawda Sąd dysponuje zazwyczaj materiałem dowodowym w postaci akt personalnych pracownika, ale to nie zawsze jest wystarczające, bo każda sprawa ma też swoją o wiele bogatszą historię niż wynika to tylko z dokumentów. Trzeba ją jeszcze przedstawić sądowi w taki sposób, żeby osiągnąć swój cel – tłumaczy obrazowo radca prawny DAS.

Pomoc prawnika może nie tylko ułatwić wygranie sprawy przed sądem, ale wręcz pomóc uniknąć długotrwałego i kosztującego wiele nerwów procesu. Często już samo pismo sygnowane przez reprezentującą pracownika kancelarię prawną wystarcza, by pracodawca stał się bardziej skłonny do znalezienia kompromisowego rozwiązania sporu.

 

 

Podziel się tym artykułem:   
comments powered by Disqus
Grupa SIS
NewConnect.infoNewConnect.info Podatnik.infoPodatnik.info Korporaty.plKorporaty.pl