Gorące tematy
Czy 500 zł na dziecko to dobry pomysł?
sondaż 311 głosów
18%

Tak, gdyż przyczyni się do większej ilości urodzeń dzieci

57 głosów
20%

Nie, gdyż pieniądze trafią do niewłaściwych rodzin

63 głosów
61%

Nie jest to wystarczająca zachęta dla rodziców do posiadania dzieci

191 głosów

GŁOSUJ

Kalendarz podatnika
Zainteresuje cię także
Nie warto rozszerzać załącznika nr 11 do ustawy o...
Redakcja
http://sxc.hu/
ISP Modzelewski i Wspólnicy

Nie warto rozszerzać załącznika nr 11 do ustawy o podatku od towarów i usług

Podziel się tym artykułem:   

Wreszcie oficjalnie dowiedzieliśmy się, że wprowadzenie tzw. odwrotnego obciążenia na stal i miedź „czyni cuda”, gdyż znikł jak nożem uciął wywóz stali do innych państw UE (spadek prawie do zera), natomiast (o dziwo) wzrósł o prawie 90% jej przywóz do Polski, zwłaszcza z Niemiec. 

W związku z tym, że o „odwrotnym obciążeniu” od ponad roku dominuje w mediach narracja prowadzona w interesie podmiotów, które unikają opodatkowania dzięki tym przepisom (te głupstwa powtarzają nawet poważni publicyści), najpierw trzeba wyjaśnić czym jest owo „odwrotne obciążenie”, będące już z nazwy zwykłą mistyfikacją. Jest to inaczej „opakowana” stawka 0% i nabycie wewnątrzwspólnotowe towarów, tyle tylko, że przeniesione na krajowy grunt, bo ani dostawca ani nabywca tu nic nie płacą (z wyjątkiem nabywców zwolnionych od podatku): nie ma tu żadnego „obciążenia” - u dostawcy nie występuje podatek należny, a otrzymuje on zwrot różnicy podatku, a u nabywcy podatek należny równa się podatkowi naliczonemu. Budżet nie uzyskuje nic, a w dodatku ceny towarów objętych tym wynalazkiem są niższe o kwotę podatku należnego, co biorąc pod uwagę koszt pieniądza – też nie jest bez znaczenia. Czyli każdy dostawca towarów wymienionych w załączniku nr 11 do ustawy nie płaci VAT-u, więc teraz już wszyscy chcą znaleźć się na tej liście. Zaczęło się od złomu w dniu 1 kwietnia 2011 r., przy czym - o czym oficjele chcą zapomnieć – równolegle wprowadzono owe „odwrotne obciążenie” na wszystkie towary, jeżeli ich dostawca był podatnikiem zagranicznym mającym w kraju wyłącznie podmiotowość rejestracyjną.


Na fiskalne efekty tych przepisów nie trzeba było długo czekać: każdy towar można było zakupić bez podatku (w dowolnych ilościach, za dowolne kwoty) u „owych rejestracyjnych podatników”, a jako złom fakturowano bez VAT-u najróżniejsze towary. Główną ofiarą tych rozwiązań był krajowy rynek stali, bo, po pierwsze, przez Łotwę można było sprowadzać i sprzedać bez VAT-u dowolną ilość stali, a jako złom najlepiej właśnie sprzedawać stal. Czy proceder ten miał znamiona zorganizowanej przestępczości, a owe dostawy były pospolitymi przestępstwami? Oczywiście tak i wystarczyło podjąć tu zdecydowane działania, albo … uchylić te przepisy. Zdecydowano się na coś bardzo głupiego: pod wpływem lobbystów (chwalą się publicznie, że to załatwili), rozszerzyli owo „odwrotne obciążenie” na stal, bo huty miały kłopoty ze zbytem, bo rynek zdominowali „przestępcy nie płacący VAT-u”. Dodano do tej listy również miedź, choć tam ani o spadku sprzedaży ani o przestępstwach nikt nic nie słyszał. Tak jest od ponad roku, a teraz powtarza się ten sam zły scenariusz, co w przypadku złomu: jako stal i miedź sprzedaje się zupełnie inne towary, unikając także płacenia VAT-u. Nie trzeba już wozić ich za granicę, aby uzyskać zwroty. Proste. Jak drut: wie to każdy, kto zajmuje się tym podatkiem. Jeśli nie opowiada głupot. Teraz do załącznika nr 11 chcą się dopisać kolejni lobbyści (inne metale kolorowe, elektronika, paliwa), bo przecież nikt nie chce płacić VAT-u. Medialni obrońcy opowiadają publicznie, że przepisy te „przyczyniły się do ograniczenia uchylania się od podatku” oraz do – co jest powtarzaniem nieprawdy – „wzrostu dochodów budżetowych”. Co do pierwszej tezy, częściowo zgoda: gdy nie trzeba płacić podatku, nie ma się od czego uchylać. Co do drugiej – to powtarzanie nieprawdy lub brak wiedzy, zresztą dość banalnej na temat tego podatku. Najgłośniej i bardzo nerwowo krzyczą na ten temat eksperci z międzynarodowego biznesu podatkowego. Kiedyś zadałem pytanie, czy wszyscy obrońcy „odwrotnego obciążenia” mogą publicznie zapewnić, że nie uzyskali jakichkolwiek korzyści od podmiotów, które objęto tym przywilejem. Nikt nie zareagował, co można jednoznacznie zinterpretować, ale powtórzę publicznie: czy występuje tu konflikt interesów, zwłaszcza że powszechnie wiadomo, że doradztwo w związku z wprowadzeniem tych przepisów kosztowało 4 mln zł, co jest kwotą śmiesznie małą w porównaniu z uzyskaniem przez beneficjentów korzyści.


Na koniec informacja na temat nieco lepszych niż w zeszłym roku (to było dno – 113 mld zł dochodów i 80 mld zł zwrotów z tego podatku). Nie sprawdziła się głoszona przez resort finansów teza, że to właśnie owo „odwrotne obciążenie” wygeneruje tu jakieś pieniądze: branże, które sprzedają towary z załącznika nr 11 do ustawy nie płacą z tego tytułu nic, podobnie jak ich nabywcy. Skąd więc poprawa wyników, zresztą bardzo słaba, bo na nominalnym poziomie roku 2011? Przyczyna jest bardzo prosta, którą zna każdy, kto zajmuje się tym podatkiem: zablokowano zwroty, których w tym roku będzie co najwyżej 70 mld zł. I o te 10 mld zł wzrosną w tym roku dochody budżetowe. Tak to prosta sztuczka, oczywiście również kosztem uczciwych podatników, którym nie zwraca się tego, co im się należy. Ale oni nie mają pieniędzy na „renomowanych ekspertów” oraz na sponsorowane teksty w mediach dotyczące kontaktów z władzą, która dalej będzie współpracować przy „reformie tego podatku” tylko z międzynarodowym biznesem doradczym. To zbyt ważny gracz, aby ludzie władzy mogli go zignorować. Za ten alians płaci budżet i mali, nieważni podatnicy.


Witold Modzelewski
Profesor Uniwersytetu Warszawskiego
Instytut Studiów Podatkowych

Podziel się tym artykułem:   
comments powered by Disqus
Grupa SIS
NewConnect.infoNewConnect.info Podatnik.infoPodatnik.info Korporaty.plKorporaty.pl